DMT. Molekuła duszy – Rick Strassman

29,99 zł

Rick Strassman i jego badania DMT na ok. 60 ochotnikach (1990–1995): natura umysłu, hipoteza szyszynki i „spotkania”. Przekład Maciej Lorenc, 344 strony.

Brak w magazynie

Wysyłka z Polski - prosto z chłodni

  • Znak "check" inPost paczkomaty
  • Znak "check" Świeże i mądre
  • Znak "check" Bezpieczne płatności

W 1990 roku, po ponad dwóch latach starań o zgody, psychiatra Rick Strassman uruchomił na Uniwersytecie Nowego Meksyku pierwsze od przeszło dwudziestu lat oficjalne amerykańskie badania kliniczne nad substancją psychodeliczną z udziałem ludzi — projekt zatwierdzony przez federalną Agencję ds. Walki z Narkotykami (DEA) i pozostałe urzędy. Przez pięć lat podał DMT około sześćdziesięciu ochotnikom. DMT. Molekuła duszy to jego relacja z pierwszej ręki z tych sesji i z pytań, których nie dało się po nich odłożyć.

Rick Strassman — psychiatra, który zaczął od szyszynki

Rick Strassman jest amerykańskim psychiatrą i badaczem klinicznym, a do psychodelików doszedł okrężną drogą — przez endokrynologię. Zanim zajął się DMT, kierował na Uniwersytecie Nowego Meksyku badaniami nad szyszynką i wydzielaną przez nią melatoniną; jego zespół był jednym z pierwszych, które opisały działanie melatoniny u ludzi. To właśnie zainteresowanie szyszynką — niewielkim gruczołem, który od stuleci obrasta w spekulacje o „trzecim oku” — naprowadziło go na przypuszczenie, że ten sam organ może wytwarzać coś znacznie silniejszego niż hormon snu.

Strassman praktykował wówczas zen, a wspólnota buddyjska, z którą był związany, sprawowała nad projektem rodzaj nieformalnego patronatu. Ten splot ról — rygorystyczny protokół badawczy z jednej strony, metafizyka i osobiste poszukiwania duchowe z drugiej — przenika całą książkę i jest źródłem zarówno jej siły, jak i późniejszych sporów wokół niej. Autor pisze jako klinicysta, ale nie ukrywa, że stawką były dla niego pytania wykraczające daleko poza fizjologię.

O czym jest ta książka

Trzon Molekuły duszy stanowi sprawozdanie z badań prowadzonych w latach 1990–1995 w szpitalu klinicznym Uniwersytetu Nowego Meksyku w Albuquerque. Były to badania z zakresu psychiatrii biologicznej: ochotnicy otrzymywali DMT pod nadzorem medycznym, a zespół rejestrował reakcje fizjologiczne, neuroendokrynne i psychologiczne. Nie były to próby terapeutyczne pod kątem konkretnej choroby — Strassman opisuje projekt poznawczy, którego celem było zrozumienie, co dzieje się z ciałem i umysłem człowieka pod wpływem jednej z najsilniejszych i najkrócej działających tryptamin. DMT występuje śladowo także w organizmach ludzi i zwierząt oraz w wielu roślinach, a we współczesnej kulturze psychodelicznej również w preparatach takich jak changa; tę „endogenną” obecność substancji Strassman uczynił punktem wyjścia całej swojej hipotezy.

Znaczną część książki zajmuje zresztą nie sama farmakologia, lecz droga do jej badania: opis wieloletniej biurokratycznej mozołu, zgód, komisji bioetycznych i zabezpieczeń, bez których podanie substancji z pierwszego wykazu kontroli nie byłoby możliwe. Ta część czyta się jak kronika tego, jak w ogóle wygląda legalne uruchomienie badań nad zakazaną substancją — i jest jednym z powodów, dla których książkę traktuje się dziś jako dokument pewnej epoki. Na tej samej uczelni Strassman prowadził wówczas również pionierskie w tamtym czasie badania nad psylocybiną.

Z materiału klinicznego wyrastają trzy pytania, wokół których krąży cała reszta. Pierwsze dotyczy natury umysłu: czy świadomość jest wyłącznie wytworem mózgu, czy mózg raczej ją „odbiera”. Drugie to głośna hipoteza szyszynkowa. Strassman przypuszcza — i wielokrotnie zaznacza, że to spekulacja, nie ustalenie — że szyszynka mogłaby wytwarzać DMT i uwalniać je w granicznych momentach życia: przy narodzinach, w chwili śmierci, w marzeniach sennych i w stanach mistycznych. W momencie pisania książki nie istniał żaden dowód, że ludzka szyszynka produkuje DMT; teza była domysłem opartym na analogii, nie wynikiem badań.

Trzecie pytanie okazało się dla samego autora najbardziej kłopotliwe. Spora część ochotników relacjonowała nie tyle „wizje”, ile ustrukturyzowane, przytomne spotkania z czymś, co opisywali jako autonomiczne istoty czy obecności. Powtarzalność tych relacji zaskoczyła Strassmana i to jej poświęca najwięcej miejsca. Interpretację, którą proponuje — że mogą to być przebłyski równoległych rzeczywistości albo „innych wymiarów” — podaje ostrożnie i wyraźnie jako własną hipotezę, jedną z możliwych, a nie jako wniosek z danych. Wyniki odczytuje częściowo przez pryzmat buddyjskiej metafizyki, między innymi koncepcji stanów pośmiertnych.

Miejsce w literaturze tematu

Książka ukazała się w 2001 roku, kiedy akademickie badania nad psychodelikami dopiero zaczynały wracać do życia po niemal trzech dekadach zastoju. Właśnie dlatego badania Strassmana bywają wskazywane jako jeden z punktów zapalnych „renesansu psychodelicznego” — nie ze względu na przełomowe odkrycia terapeutyczne, których nie było, lecz dlatego, że pokazały, iż taką pracę można w ogóle legalnie zaplanować i przeprowadzić. Sam tom szybko stał się bestsellerem i wyszedł poza krąg czytelników fachowych: na jego podstawie powstał w 2010 roku film dokumentalny w reżyserii Mitcha Schultza, a idea „szyszynki produkującej DMT” zaczęła żyć własnym życiem w kulturze popularnej — do tego stopnia, że religioznawcy analizują ją dziś jako współczesny mit, w oderwaniu od tego, co Strassman faktycznie napisał.

Ta popularność ma drugą stronę. Recenzenci z kręgu naukowego, w tym pisma psychiatryczne, zarzucali książce, że jej najciekawsze tezy — szyszynkowa i „międzywymiarowa” — daleko wyprzedzają dane, na których miałyby się opierać. Napięcie między rzetelnym opisem procedury a spekulatywną metafizyką jest właściwym tematem sporu wokół Molekuły duszy i warto o nim wiedzieć, sięgając po tę pozycję. Kto zna spekulacje Terence’a McKenny o „maszynowych elfach”, rozpozna pokrewny rejestr wyobraźni — z tą różnicą, że McKenna był bardem, a Strassman prowadził protokół badawczy; oba podejścia dobrze zestawić z Pokarmem bogów. Starszy spór o to, czy chemicznie wywołany stan może być autentycznym doświadczeniem duchowym, rozwija z kolei Psychodeliki a duchowość.

Warto wiedzieć też, jak ta historia się skończyła. Strassman zamknął badania w 1995 roku i sam wskazuje kilka nakładających się przyczyn: instytucjonalne tarcia, trudne przebiegi części sesji, własne wątpliwości co do sensu i bezpieczeństwa przedsięwzięcia oraz napięcia we wspólnocie buddyjskiej, która patronowała projektowi. Wątku duchowego jednak nie porzucił — w późniejszych pracach rozwijał hipotezę łączącą stany wywołane przez DMT z doświadczeniami prorockimi znanymi z Biblii hebrajskiej. To rzadki przypadek badacza, który zamiast bronić swojej najgłośniejszej tezy, poprowadził ją w stronę jeszcze bardziej niepokojącą dla akademii.

Dla kogo

  • Dla zainteresowanych neurobiologią świadomości — to jedna z niewielu książek popularnych, które opisują od środka, jak wygląda kliniczne badanie silnego psychodeliku i jakie pytania o naturę umysłu z niego wynikają.
  • Dla czytelników szukających styku nauki i mistyki — Strassman nie udaje, że jedno da się sprowadzić do drugiego, i uczciwie pokazuje, gdzie kończy się protokół, a zaczyna spekulacja.
  • Dla wchodzących w całą „psychodeliczną” półkę — to jeden z tekstów założycielskich współczesnej fali zainteresowania tematem, wielokrotnie później cytowany i komentowany.
  • Raczej nie dla tych, którzy chcą aktualnej, twardej neurochemii — hipoteza szyszynkowa to domysł sprzed ćwierćwiecza, nie ustalony fakt; kto szuka bieżącego stanu wiedzy, znajdzie opracowania w dziale wiedza.
  • Raczej nie dla szukających poradnika — to relacja z badań i esej spekulatywny, nie instrukcja. Książka niczego nie zaleca ani nie tłumaczy „jak”, i nie tak należy ją czytać.
  • Raczej nie dla tych, których zniechęcają metafizyczne interpretacje — druga połowa tomu świadomie wychodzi poza dane i proponuje odczytania, których część naukowców nie akceptuje.

Dane wydawnicze

  • Autor: Rick Strassman
  • Tytuł oryginału: DMT: The Spirit Molecule (2001)
  • Wydawca polski: Illuminatio (Wydawnictwo Kobiece)
  • Przekład: Maciej Lorenc
  • Objętość: 344 strony
  • Oprawa: miękka

Pierwsze polskie wydanie ukazało się w 2011 roku; kolejne dodruki firmuje Illuminatio, psychodeliczny imprint Wydawnictwa Kobiecego. Przekład Macieja Lorenca — tłumacza i autora piszącego o psychodelikach — pozostaje wspólny dla wszystkich polskich edycji.

Najczęstsze pytania

Czy DMT. Molekuła duszy to poradnik albo instrukcja?

Nie. To relacja z pięcioletnich badań klinicznych połączona z esejem spekulatywnym o naturze umysłu. Strassman opisuje procedurę badawczą i formułuje hipotezy — nie instruuje, nie zachęca i nie podaje żadnych wskazówek praktycznych. Czyta się ją jako dokument i jako filozoficzną prowokację, nie jako przewodnik.

Czy szyszynka naprawdę produkuje DMT?

To hipoteza autora, a nie ustalony fakt. W chwili powstania książki nie było dowodów, że ludzka szyszynka wytwarza DMT. Późniejsze prace wykryły śladowe ilości tej substancji w tkance szyszynki u gryzoni, ale przypisywana jej przez Strassmana rola „molekuły duszy” — uwalnianej przy narodzinach i śmierci — pozostaje niepotwierdzonym domysłem. Książkę czyta się więc jako źródło pytań, nie odpowiedzi.

Czym różni się książka od filmu pod tym samym tytułem?

Dokument z 2010 roku powstał na kanwie książki, ale to osobne dzieło innego autora i w dużym skrócie. Książka jest znacznie bardziej szczegółowa: zawiera opis badań, tło biograficzne i pełny wywód hipotez. Polskie wydanie w przekładzie Macieja Lorenca liczy 344 strony.

Więcej z tej półki: pełny katalog znajdziesz w dziale książki o psychodelikach, a opracowania tematyczne i sylwetki badaczy — w dziale wiedza.

Opis ma charakter informacyjny i księgarski. Publikacja jest relacją z badań naukowych oraz esejem; przedstawione w niej hipotezy (m.in. o roli szyszynki i „innych wymiarach”) są poglądami autora, nie ustaleniami nauki, i nie stanowią porady medycznej ani zachęty do jakichkolwiek działań. DMT jest w Polsce substancją kontrolowaną na mocy ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii.

ISBN

978-83-62476-07-7