Przełamując umysł – Daniel Pinchbeck
49,99 zł
„Przełamując umysł” Daniela Pinchbecka (2002) — reportaż o współczesnym szamanizmie: iboga w Gabonie, ayahuasca, grzyby. Relacja sceptyka, nie poradnik.
Brak w magazynie
Wysyłka z Polski - prosto z chłodni
- inPost paczkomaty
- Świeże i mądre
- Bezpieczne płatności
Debiut nowojorskiego dziennikarza, który pojechał do Gabonu jako sceptyk i ateista, a wrócił z materiałem na reportaż o współczesnym szamanizmie. Przełamując umysł (2002) prowadzi z afrykańskiego buszu przez amazońską dżunglę po pustynię w Nevadzie, a jego oryginalny tytuł — Breaking Open the Head — to dosłowne tłumaczenie zwrotu, którym lud Bwiti opisuje cel swojej inicjacji.
Daniel Pinchbeck — reporter, który zaczął od nieufności
Daniel Pinchbeck (ur. 1966) wychował się w środku nowojorskiej bohemy: jego ojciec Peter Pinchbeck był malarzem abstrakcjonistą, a matka, pisarka Joyce Johnson, należała do kręgu Beat Generation i była związana z Jackiem Kerouakiem w czasie, gdy ukazywała się W drodze. W latach 90. Pinchbeck współtworzył literacki magazyn „Open City”, a w 1994 roku „New York Times Magazine” umieścił go wśród trzydziestu twórców przed trzydziestką, którzy mieli kształtować kulturę. Do tematu psychodelików podszedł więc nie jako wyznawca, lecz jako zawodowy dziennikarz — i, jak sam pisze, jako człowiek w kryzysie, nieufny wobec wszelkiej duchowości.
Przełamując umysł było jego debiutem książkowym i to jest tu istotne, bo późniejsza droga autora poszła w stronę, która wielu czytelnikom debiutu nie po drodze. W wydanej cztery lata później książce 2012: The Return of Quetzalcoatl Pinchbeck opisał między innymi „przekaz”, jaki miał otrzymać od mezoamerykańskiego bóstwa, i od tego momentu jego pisarstwo coraz mocniej skręcało w profetykę. Niemal dwie dekady po debiucie wrócił jednak do reporterskiego rzemiosła w napisanej z antropolożką książce Gdy rośliny śnią — znacznie chłodniejszej i bardziej krytycznej wobec „przemysłu ayahuaskowego” niż jego pierwsza książka.
O czym jest ta książka
To reportaż i pamiętnik zarazem, poprzetykany esejem. Pinchbeck jeździ tam, gdzie rośliny i substancje wizyjne wciąż mają swoje miejsce w kulturze albo dopiero je sobie na Zachodzie znajdują, i opisuje to, co zobaczył, na przemian z próbą zrozumienia, co dzieje się z nim samym. Książka nie układa się w poradnik ani w wykład — jest zapisem podróży, w której autor konsekwentnie zostaje reporterem, nawet kiedy sam jest bohaterem sceny.
Osią całości jest wyprawa do Gabonu i inicjacja w tradycji Bwiti, opartej na iboga — korze korzenia używanej tam jako sakrament. Pinchbeck relacjonuje ją jako osobiste, trudne przeżycie i jako obserwację obcej instytucji religijnej, bez podawania jakichkolwiek szczegółów praktycznych. To właśnie iboga i pozyskiwana z niej ibogaina przyciągają w polskim kontekście najwięcej uwagi: autor pisze, że po powrocie inaczej patrzył na swój wcześniejszy stosunek do alkoholu — opisuje to wyraźnie jako własne doświadczenie, nie jako dowód czy receptę. Badania nad wykorzystaniem ibogainy w przerywaniu uzależnień są prowadzone od lat, ale pozostają na wczesnym i spornym etapie; sama substancja wiąże się z poważnym ryzykiem, w tym kardiologicznym, i jest w Polsce kontrolowana. Więcej o samej roślinie i jej statusie piszemy w dziale poświęconym ibodze i ibogainie.
Kolejne rozdziały prowadzą w inne strony świata. W Ekwadorze autor trafia do Secoya — niewielkiej amazońskiej społeczności spychanej na margines przez koncerny naftowe i misjonarzy — u której ayahuasca pozostaje częścią żywej, dziedziczonej tradycji. W górach meksykańskiej Oaxaki odwiedza Mazateków, tę samą kulturę, z której w latach 50. bankier i amator-mykolog Gordon Wasson przeniósł wiedzę o grzybach psylocybinowych do zachodniego obiegu, a którą wcześniej rozsławiła kurandera Maria Sabina. Pinchbeck ogląda skutki tamtego „odkrycia” dwa pokolenia później.
Nie wszystko dzieje się jednak z dala od Zachodu. Osobny wątek autor poświęca DPT — syntetycznej tryptaminie, której jako sakramentu używa niewielka amerykańska wspólnota religijna; Pinchbeck opisuje to środowisko jak reporter wpuszczony do zamkniętej grupy. Inny rozdział rozgrywa się na festiwalu Burning Man na pustyni w Nevadzie, traktowanym przez autora jak laboratorium nowej, świeckiej duchowości i zarazem jak pole do pytania, czy zachodni entuzjazm nie jest po prostu kolejną formą konsumpcji. DPT, podobnie jak DMT czy ibogaina, należy do substancji objętych w Polsce kontrolą prawną — książka o nich opowiada, ale niczego nie instruuje.
Warstwa reporterska przeplata się z eseistyczną. Pinchbeck przywołuje Antonina Artauda, Waltera Benjamina, Allena Ginsberga i Terence’a McKennę, próbując osadzić własne przeżycia w zachodniej tradycji myślenia o odmiennych stanach świadomości. Ton całości jest przy tym chłodniejszy, niż sugerowałby temat: autor zaczyna jako sceptyk i przez większość książki balansuje między nieufnością a pragnieniem, żeby coś w nim rzeczywiście pękło. To napięcie, a nie zachwyt, jest właściwym bohaterem tomu.
Tytuł i miejsce w literaturze tematu
Oryginalny tytuł nie jest metaforą wymyśloną przez autora. Breaking Open the Head — „rozłupanie”, „otwarcie głowy” — to zwrot, którym lud Bwiti opisuje cel inicjacji, po której możliwe stają się wizje. Polski tytuł Przełamując umysł przenosi ten sens w rejestr bardziej abstrakcyjny i gubi dosłowność oryginału; dobrze o tym wiedzieć, gdy szuka się tej książki pod jej angielskim tytułem.
Rzecz ukazała się w 2002 roku, na długo przed falą publikacji o „renesansie psychodelicznym”, która nadeszła po 2015 roku. Bliżej jej do relacji uczestniczącej w duchu New Journalism z lat 60. i 70. niż do dzisiejszych syntez opartych na badaniach klinicznych — i Pinchbeck świadomie ustawia się jako spadkobierca tamtej linii. Na polskiej półce najbliżej stoi jej reporterska antologia Święte pnącza duchów Ralpha Metznera, poświęcona amazońskim tradycjom wizyjnym — inny gatunek, ale ten sam obszar.
Polskie wydanie przygotowała oficyna Okultura w serii Ezoterra, w grudniu 2009 roku (część katalogów podaje rok 2010). Na krajowym rynku była to jedna z pierwszych szerzej dostępnych książek podejmujących temat iboga i ibogainy — obszaru, o którym po polsku pisano wtedy niewiele. Przekład jest dziełem dwóch tłumaczy: Dariusza Misiuny, założyciela wydawnictwa i tłumacza literatury ezoterycznej, oraz Macieja Lorenca, socjologa związanego z Polskim Towarzystwem Psychodelicznym i tłumacza kilku innych pozycji z tej półki.
Recepcja i spór wokół autora
Anglojęzyczna krytyka przyjęła debiut niejednoznacznie. Branżowy „Booklist” dał mu recenzję z gwiazdką i nazwał go „klasykiem literatury ekstazy”, podczas gdy sceptyczny „Kirkus” zarzucił autorowi, że obrazy z jego relacji nie udźwigają wagi wniosków, jakie z nich wyprowadza. To rozdwojenie wraca w większości późniejszych omówień: mocna proza reporterska kontra nadbudowa interpretacyjna, która części czytelników wydaje się na wyrost. Oceny czytelników są przyzwoite, ale bez fali zachwytu — w najpopularniejszym polskim serwisie z opiniami o książkach tom trzyma się w okolicach 7 na 10.
Osobną sprawą jest sam Pinchbeck jako postać publiczna. To autor polaryzujący: jego późniejsze książki, w których wątki profetyczne i mesjanistyczne wzięły górę nad sprawozdawczością, kosztowały go wiarygodność u części odbiorców, a wokół jego osoby narosły spory szeroko komentowane w anglojęzycznych mediach. Dla lektury debiutu ma to znaczenie o tyle, że Przełamując umysł powstało jeszcze przed tym zwrotem — i właśnie tę książkę wielu czytelników uważa za jego najbardziej wyważoną.
Dla kogo
- Dla czytelników reportażu i literatury faktu — to przede wszystkim relacja z terenu, pisana w duchu dziennikarstwa uczestniczącego, nie ezoteryczny wykład.
- Dla zainteresowanych antropologią religii i szamanizmem — książka pokazuje kilka bardzo różnych tradycji wizyjnych i ich zderzenie z zachodnią ciekawością.
- Dla szukających literackich źródeł tematu iboga — na polskim rynku to jedno z pierwszych miejsc, w których ten wątek w ogóle się pojawił.
- Raczej nie dla szukających poradnika — nie ma tu procedur, dawek ani instrukcji. Autor opisuje cudze tradycje i własne przeżycia, nie uczy praktyki.
- Raczej nie dla szukających twardej nauki — to reportaż z 2002 roku, nie przegląd badań. Aktualny stan wiedzy referują nowsze opracowania; wybrane zagadnienia omawiamy też w dziale wiedza.
- Raczej nie dla tych, których zniechęca metafizyka — w drugiej połowie autor coraz śmielej wchodzi w spekulację o naturze rzeczywistości, co dla części czytelników jest najsłabszą stroną książki.
Dane wydawnicze
Najczęstsze pytania
Czy to poradnik albo instrukcja?
Nie. Przełamując umysł to reportaż i pamiętnik. Nie znajdziesz w nim procedur, ilości ani opisu, „jak” cokolwiek zrobić — autor opisuje odwiedzane tradycje i własne doświadczenia z pozycji dziennikarza, a substancje, o których pisze, są w Polsce kontrolowane.
Czym różni się od Gdy rośliny śnią tego samego autora?
To debiut (2002) i książka znacznie szersza: kilka substancji, kilka kontynentów, mocny wątek osobisty. Gdy rośliny śnią (2020) Pinchbeck napisał niemal dwie dekady później, w duecie z antropolożką, i skupił się wyłącznie na ayahuasce jako zjawisku globalnym — jest chłodniejsza, bardziej krytyczna i mniej autobiograficzna.
Czy trzeba znać wcześniej temat?
Nie. Książka nie zakłada przygotowania i zaczyna od podstaw. Warto tylko pamiętać, że to tekst z 2002 roku i miejscami spekulatywny — najlepiej czytać go ze świadomością daty i gatunku, a nie jak aktualne kompendium wiedzy.
Więcej z tej półki: pełny katalog znajdziesz w dziale książki o psychodelikach, a sylwetki autorów i opracowania tematyczne — w dziale wiedza.
Opis ma charakter informacyjny i księgarski. Publikacja jest reportażem i pamiętnikiem; relacje i tezy w niej zawarte są głosem autora i nie stanowią porady medycznej ani zachęty do jakichkolwiek działań. Substancje omawiane w książce — w tym iboga i pozyskiwana z niej ibogaina oraz tryptaminy takie jak DMT i DPT — są w Polsce objęte kontrolą na mocy ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii.
| ISBN | 978-83-88922-23-7 |
|---|

