Święta wiedza o psychodelikach Richards
94,99 zł
„Święta wiedza o psychodelikach” Williama Richardsa — relacja badacza, który widział obie ery psychodelicznej nauki, od Spring Grove po Johns Hopkins. 354 s.
Brak w magazynie
Wysyłka z Polski - prosto z chłodni
- inPost paczkomaty
- Świeże i mądre
- Bezpieczne płatności
W 1977 roku William Richards przeprowadził jedną z ostatnich legalnych sesji psychodelicznych kończącej się wtedy epoki badań w USA. Dwadzieścia dwa lata później współuruchamiał te same badania od nowa, na Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa. Święta wiedza o psychodelikach to relacja jednego z nielicznych ludzi, którzy oglądali obie ery tej nauki od środka laboratorium — i próba odpowiedzi na pytanie, co właściwie zobaczyli badani.
William Richards — badacz, który został, gdy inni musieli odejść
William A. Richards (ur. 1940) jest psychologiem klinicznym o nietypowym wykształceniu: zanim obronił doktorat z psychologii na Catholic University, ukończył teologię w Yale Divinity School, studiował w Andover-Newton i pracował pod okiem Abrahama Maslowa na Brandeis. Ta podwójna formacja — teolog i badacz umysłu w jednej osobie — tłumaczy, dlaczego przez całą karierę zajmował go nie tyle mechanizm chemiczny, ile to, co badani opisują jako sens.
Do tematu trafił w 1963 roku jako student na uniwersytecie w Getyndze, w zespole, który psylocybinę otrzymywał jeszcze bezpośrednio z laboratoriów Sandoz — tych samych, w których pracował Albert Hofmann. Po powrocie do USA, w latach 1967–1977, prowadził badania w Maryland Psychiatric Research Center pod Baltimore, obok m.in. Stanislava Grofa. To tam poznał Waltera Pahnkego — psychiatrę, który kilka lat wcześniej przeprowadził słynny eksperyment wielkopiątkowy — i został jego współpracownikiem oraz współautorem prac teoretycznych o psychodelikach i mistyce. Sam w tamtym eksperymencie nie brał udziału; przyszedł do dziedziny tuż po nim.
Kiedy na przełomie lat 70. i 80. badania nad psychodelikami w USA zostały politycznie wygaszone, Richards był — jak podają jego biogramy — w zasadzie ostatnim badaczem wciąż prowadzącym w tej dziedzinie legalną pracę kliniczną. A potem, w 1999 roku, wspólnie z Rolandem Griffithsem otworzył ją na nowo na Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa. Jest współautorem przełomowej pracy tego zespołu z 2006 roku o doświadczeniach określanych w literaturze jako mistyczne — tej samej, do której wraca dziś większość bibliografii tematu. Niewielu żyjących autorów może pisać o psychodelikach z autopsji obu epok naraz; to właśnie ten życiorys jest głównym kapitałem książki.
O czym jest ta książka
Oryginał ukazał się w 2015 roku nakładem Columbia University Press i jest podsumowaniem blisko trzydziestu lat, które Richards spędził przy tych badaniach. Tom liczy dziewiętnaście rozdziałów ułożonych w pięć części — od przygotowania i „ustawienia sceny”, przez opis form świadomości mistycznej i wizyjnej, dynamikę przeżyć osobistych i międzyludzkich, aż po współczesne i przyszłe zastosowania substancji, które autor konsekwentnie nazywa enteogenami.
Sam ten dobór słowa jest już tezą. „Enteogen” znaczy dosłownie „budzący boga wewnątrz”; Richards używa go zamiast „halucynogenu”, bo — jak twierdzi — to, co relacjonują badani, rzadko bywa halucynacją, a częściej przeżyciem, któremu przypisują najwyższą realność i znaczenie. Trzon książki to próba uporządkowania tych relacji: co dokładnie opowiadają ludzie, gdy mówią o poczuciu jedności, o zniesieniu czasu i przestrzeni, o wglądzie, którego nie da się zamknąć w słowach. Richards sięga tu po klasyczną typologię doświadczenia mistycznego, którą znał od Williama Jamesa i filozofa Waltera Stace’a, a którą Pahnke próbował wcześniej przełożyć na mierzalne kategorie.
Druga połowa tomu przechodzi do pytania, które dla badacza jest najtrudniejsze: co z tymi przeżyciami dzieje się później. Najwięcej miejsca autor poświęca integracji — temu, jak i czy w ogóle przelotny wgląd zamienia się w trwałą zmianę w życiu psychicznym, społecznym i duchowym. Opisuje też kierunki, w których prowadzono i prowadzi się badania kliniczne: nad lękiem osób w terminalnej fazie choroby nowotworowej, nad uzależnieniami, nad depresją. Robi to jednak jako sprawozdawca pewnego etapu, a nie jako ktoś, kto ogłasza wynik — te prace w większości wciąż trwają i nie zostały zamknięte, a Richards sam wielokrotnie ostrzega przed myleniem obietnicy z dowodem.
Osobny, rozpoznawalny rys tej książki to rola muzyki. Richards, który z wykształcenia jest również muzykiem, przez lata badał, jak struktura słuchanej kompozycji porządkuje przebieg nadzorowanej badawczo sesji — i to przekonanie wraca w całym tomie. To wątek, dla którego Świętą wiedzę czytają nieraz nawet ci, których farmakologia w ogóle nie interesuje.
Co do formy: to nie jest podręcznik ani zbiór procedur. Richards pisze osobiście, często dygresyjnie, przeplata sprawozdanie z badań refleksją filozoficzną i teologiczną, a miejscami wspomnieniem. Bliżej tej książce do rozbudowanego eseju o granicach ludzkiego poznania niż do chłodnej monografii naukowej — co jednych czytelników zjedna, a innych zniechęci.
Miejsce w literaturze tematu
Richards świadomie pisze jako spadkobierca Williama Jamesa i jego Doświadczeń religijnych (1902): próbuje zrobić dla mistyki wywołanej chemicznie to, co James zrobił dla mistyki w ogóle — opisać ją rzeczowo, bez rozstrzygania z góry, czy jest „prawdziwa”. Wchodzi tym samym w spór starszy niż jego własne badania. Religioznawca R.C. Zaehner dowodził już w latach 50., że Aldous Huxley w Drzwiach percepcji pomylił stan wywołany substancją z autentycznym doświadczeniem mistycznym. Richards staje po przeciwnej stronie tej linii — i robi to nie z fotela, lecz z pozycji człowieka, który przez dekady słuchał relacji badanych z pierwszej ręki. Tę samą wymianę zdań, tyle że wielogłosowo, rekonstruuje antologia Psychodeliki a duchowość pod redakcją Thomasa B. Robertsa.
Przedmowę do amerykańskiego wydania napisał religioznawca G. William Barnard. Trzy lata po premierze Świętej wiedzy ukazała się Jak zmienić swój umysł Michaela Pollana — reportaż, który to samo środowisko badaczy z Hopkins pokazał szerokiej publiczności. Richards jest jednym z jego bohaterów; kto zna książkę Pollana, w Świętej wiedzy dostaje tę samą historię opowiedzianą od wewnątrz, ręką samego klinicysty, a nie odwiedzającego go dziennikarza.
Dla kogo
- Dla zainteresowanych psychologią religii i mistyką — to jedna z niewielu prób opisania doświadczenia mistycznego językiem badacza, bez przesądzania z góry sporu o jego naturę.
- Dla czytelników Pollana, Huxleya i antologii Robertsa — Święta wiedza dokłada do nich perspektywę, której tam brakuje: głos klinicysty, który stał przy tych badaniach przez obie epoki.
- Dla ciekawych historii samych badań — mało kto potrafi opisać z autopsji i pierwszą falę z lat 60. i 70., i tę dzisiejszą. Richards potrafi.
- Raczej nie dla szukających poradnika — to książka refleksyjna, nie instrukcja. Nie ma tu procedur ani wskazówek „jak”, bo autor świadomie ich nie podaje.
- Raczej nie dla szukających twardej neuronauki — Richards pisze o znaczeniu i przeżyciu, nie o mechanizmach receptorowych. Kto oczekuje wykresów, statystyk i tabel, będzie zawiedziony.
- Raczej nie dla alergicznych na język religijny — słowa „święty”, „sakralny”, „mistyczny” padają tu niemal na każdej stronie, począwszy od tytułu. To wybór autora, nie ozdobnik, i nie da się go w tej książce ominąć.
Dane wydawnicze
Najczęstsze pytania
Czy to książka naukowa, czy osobista relacja?
Jedno i drugie. Richards opiera się na blisko trzydziestu latach własnych badań, ale pisze osobiście i nie ukrywa swoich przekonań. To bliżej refleksyjnego eseju wyrastającego z doświadczenia badacza niż suchej monografii — z aparatem odniesień, lecz bez naukowego dystansu do tematu.
Czy książka podaje instrukcje albo dawki?
Nie. Święta wiedza nie jest poradnikiem — nie zawiera procedur, dawkowania ani wskazówek „jak to zrobić”, a autor świadomie takich treści unika. Opisuje, co badani relacjonują i jak on sam to rozumie, nie zaś jak cokolwiek przeprowadzić.
Czy trzeba być osobą wierzącą, żeby po nią sięgnąć?
Nie, ale trzeba znieść język religii. Tytułowa „świętość” i słownik mistyki są tu centralne — Richards traktuje je jako najlepsze dostępne narzędzie opisu, nie jako wyznanie wiary. Czytelnik niewierzący znajdzie tu materiał do myślenia; czytelnik uczulony na taki słownik odbije się od pierwszych stron.
Więcej z tej półki: pełny katalog znajdziesz w dziale książki o psychodelikach, a sylwetki autorów i opracowania tematyczne — w dziale wiedza.
Opis ma charakter informacyjny i księgarski. Publikacja jest książką popularnonaukową i eseistyczną; poglądy w niej zawarte są poglądami autora i nie stanowią porady medycznej ani zachęty do jakichkolwiek działań. Opisane badania kliniczne referowane są jako badania będące w toku, bez rozstrzygnięć co do skuteczności. Psylocybina, LSD i inne substancje omawiane w książce są w Polsce substancjami kontrolowanymi na mocy ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii.
| ISBN | 978-83-88922-77-0 |
|---|

